piątek, 19 lipca 2019

ROCK na UKRAINIE_Рок в Україні


Rock In UA, part III (czadowy wpis)

- Zapomnijcie o problemach, posłuchajcie rokendrolla!


 
Ukraiński zespół Фліт (Flit) powstał w Iwano-frankivs’ku w 2001r. W grudniu 2003 r. zespół wydał swój album debiutancki „Світ такий…”. I tak to się cudnie zaczęło... To mój ulubiony czadowy band z UA, który z dawien dawna skradł mi serce i uszy dlatego nie będę się rozpisywał jakie to fajne jest. Jak ktoś zainteresowany to kliknie tam gdzie trza. Miłego prze(po)słuchania ... http://www.flit.net.ua




````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````
7 kRock (Сьомий крок)
Zespół zawiązął się w mieście Łucku w 2009 roku. W 2012 wydali swój pierwszy i jedyny album (nad czym ubolewam trochę) „Якби Тебе не було”. Rockowy wykop, żeński głos (Юля Деркач) i pozytywny przekaz to wszystko mocno przemawia do mnie. Zaprawdę polecam...




````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````

 
ciOs to 3 osobowa załoga z miasta Chmielnicki (Хмельницкий) na zapadzie UKR. Grają energetycznego street punka. Wydali trzy albumy ze swoją wytwórczością koncertując w rodzimych stronach jak i w Polsce, Czechach czy Austrii. Zdecydowanie band warty polecenia nie tylko dla koneserów dookoła punkowej nuty.




```````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````

O.Torvald
Na dzień dzisiejszy to jeden z popularniejszych rockowych bandów z Ukrainy. Mają swoje 5 minut, co znakomicie wykorzystują. W ciągu roku można ich na żywo zobaczyć niemal w stu różnych miejscach. Moc fajna jest ta ich muza i dlatego dorzucam ich do zespołów wartych szerszej uwagi.Są na tyle popularni u nas, że mają nawet wpis w wikipl:   
https://pl.wikipedia.org/wiki/O.Torvald




```````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````

sobota, 13 lipca 2019

OLBIA PONTYJSKA_2 (Olbia, Scytowie i Chotyniec)

RÓŻNE PODRÓŻE MAŁE I DUŻE, part V;

24.04.2019 Środa; cdn

 Widok z górnego tarasu. Dolny jest pod wodą, dlatego po dziś dzień zagadką jest gdzie był port 

Dziś tereny dawnej Olbii to rezerwat archeologiczno-historyczny w którym można się zapomnieć i spędzić tam cały dzień, ale co w tym dziwnego. Starożytne polis to obszar około 50 hektarów z którego dziś ocalało ok. 33. Wciąż jest się gdzie powłóczyć. To zaprawdę niesamowite miejsce, wręcz fizycznie odczuwa się obecność duchów mieszkających tam kilkaset lat Greków, które snują się po dzisiejszych pozostałościach Olbii.
Dorzucam kilka googlowych zdjęć - tzw.Kurhan Zeusa
  Już od końca XVIII w. zaczęto się interesować tutejszymi ruinami. Od XIX wieku prowadzi się tu badania archeologiczne. O Olbii pisali Adam Naruszewicz i Józef Ignacy Kraszewski. Na tym wątek polski się nie kończy. W latach 2016-18 wykopaliska prowadziła tu misja archeologiczna Muzeum Narodowego w Warszawie a poprzedzali ich tam polscy archeolodzy już w roku 1956-57. W maju 2011 r. badania prowadziła tu grupa studentów archeologii podwodnej zrzeszona w Studenckim Kole Badań Podwodnych Archeologii Antycznej IA UMK w Toruniu (www.skbp.umk.pl). Ze względu na tak duży obszar poszukiwań prowadzone tam badania archeo. mają jeszcze przed sobą wiele sezonów nowych odkryć. 
 Wnętrze grobowca

Jeszcze trochę o historii tego miejsca. Jak już wspominałem wcześniej Grecy z koloni nad Morzem Czarnym prowadzili bogatą wymianę handlową. O zamożności polis świadczy to, że bito tu własną monetę (brązowe asy z wizerunkiem Ateny czy srebrne statery olbijskie). Tu mieściły się centra produkcji ceramiki „szarej” toczonej na kole, masowo wytwarzano amfory, powszechne wszędzie tam, gdzie kontakty handlowe Greków były intensywne i trwałe. Przez stulecia był to dobrze funkcjonujący ośrodek gospodarczy z zapleczem rolniczym. Okres największej świetności kończy się w III wieku p.n.e. Na nadczarnomorskich stepach, Scytów pokonują Sarmaci, którzy zamiast handlu wolą zajmować się napadaniem na Greków. Kres wielkości polis to najazd Geto-Daków w 63 r. p.n.e., w mieście pozostaje zaledwie 3 tys. mieszkańców. Pod władaniem Rzymu Olbia powoli się odbudowywała jako jedno z miast Dolnej Mezji. Stacjonował tu garnizon, który prowadził działania rozpoznawcze wobec okolicznych koczowników oraz zabezpieczał miasto, które w pierwszych wiekach naszej ery liczyło około 15 tyś. mieszkańców. Postępujące podboje Gotów nad Morzem Czarnym spowodowały, że w III wieku n.e. rzymska załoga zostaje wycofana. Miasto zostaje zdobyte przez Gotów. Kres historii „Szczęśliwej Olbii” to 370 r.n.e., kiedy to osada, jaka pozostała z koloni greckiej została zniszczona przez Hunów.



Zawsze jakieś wojny i „wojenki”:

BRUTTO – Воины света 

 Ruiny rzymskiej cytadeli
A to namiar na jeden z wielu dokumentów o Olbii:
Ciekawy jest również ten:
Było o Grekach to słów kilka o Scytach (Skytach). Według Herodota sami siebie nazywali Skolotami (Σκολοτοι). To koczownicze ludy pochodzenia irańskiego, które w VII w.p.n.e. opanowali nadczarno morskie stepy. W ten sposób kontrolowali tereny nad M. Kaspijskie i M. Czarnym.Władali Krymem, Zakaukaziem i częścią Kazachstanu. Stanowili jedną z największych potęg ówczesnego świata. Doskonali jeźdźcy, wojownicy i łucznicy, to im przypisuje się wynalezienie łuku refleksyjnego. Ich niektóre grupy (zachodniopodolska, siedmiogrodzka czy węgierska-związana z kulturą Vekerzub) zasiedliły ziemie w Europie Środkowej a nawet pojawili się na obecnych terenach Polski, o czym poniżej. Ich ekspansja na zachód oprócz militarnego charakteru, miała też na celu pozyskanie sprzyjających terenów dla pasterstwa i hodowli czym zajmowały się te plemiona. A obszary Kotliny Karpackiej czy Nizina Węgierska wspaniale się do tego nadawały. Oprócz wojny i hodowli koni Scytowie uczestniczyli też w intensywnej wymianie handlowej z Grekami. Do Europu Środkowej trafiają wyroby z greckich koloni nad M. Czarnym. Pośredniczyli w rozpowszechnieniu kultury greckiej na tych obszarach. Dunaj czy Dniestr stają się szlakami handlowymi...
 Chotyniec_scytyjskie grodzisko
Na przełomie VII i VI w. p.n.e. Scytowie najechali ludy kultury łużyckiej żyjące między Odrą a Wisłą. Były to niewątpliwie łupieżcze wyprawy w celu pozyskania niewolników i grabieży wszelkich dóbr. Nie inaczej się działo przecież z późniejszymi najazdami Mongołów (Tatarów) w XIII wieku i później. I takim to sposobem z Olbii (Euxine sea) trafiamy na obszary dzisiejszej Polski. W 2016 roku na niebadanym dotąd grodzisku w miejscowości Chotyniec k. Radymna zjawili się archeolodzy z Uniwersytetu Rzeszowskiego pod kierunkiem prof. Sylwestra Czopka. Na podstawie tych badań stwierdzono, że nie jest to kolejny średniowieczny gród, ale warownia, która powstała we wczesnej epoce żelaza (około VIII-V wieku p.n.e.) i związana była ze scytyjskim kręgiem kulturowym o czym dobitnie świadczy odkrycie tzw. zolnika, miejsca kultowo-obrzędowego tak charakterystycznego dla siedzib Scytów. W trakcie prac wykopaliskowych odkryto również broń, ozdoby, ceramikę. Zidenty - fikowano tzw. zespół osadniczy (aglomerację) złożony z kilkudziesięciu dużych osad. Jest to pierwsze takie grodzisko odkryte w obecnych granicach Polski mające swe odpowiedniki w leśnostepowej strefie Europy Wschodniej (dzisiejsza Ukraina). Obiekt ten był najdalej na zachód położonym punktem osadniczym związanym ze Scytami i przesuwa granice dominacji scytyjskiej na obecny obszar Polski, czego nikt się nie spodziewał. Czekamy na wyniki prowadzonych tam badań i spektakularne odkrycia, choćby takie jak odkrycie pierwszej greckiej amfory na ziemiach pomiędzy Odrą a Bugiem. Może być, że to zupełnie podobna do tych, których skorupy odnajdywałem w wodzie, która pochłonęła w dużej części pontyjską Olbię. Olbia - Scytowie - Chotyniec; powiązanie samo się znalazło.


Zainteresowanych zapraszam do artykułu Radosława Biela - Dlaczego grodzisko Scytów na Podkarpaciu jest sensacją? [Archeologia Żywa]
Chotyniec_scytyjskie grodzisko
  

piątek, 14 czerwca 2019

OLBIA PONTYJSKA


RÓŻNE PODRÓŻE MAŁE I DUŻE, part IV;


24.04.2019 Środa

Po prawie dwugodzinnym wytelepaniu w marszrutce wysiadam na głównym placu wsi Parutine. Do ruin jest jakieś dwa km. na południe. To oddalenie, w dużej mierze przyczyniło się do stopnia zachowania pozostałości Olbii. Kiedy pod koniec IV wieku n.e. dwu-trzy tysięczna osada, jaka pozostała z ogromnego miasta, została zniszczona przez Hunów nigdy więcej już nie została odbudowana a jej szczątki czekały niemal do naszych czasów na ich odkrycie.
   Dzikie pola przemierzone,cel osiągnięty.Witamy w Óλβιι

Olbia Pontyjska z greckiego Óλβια czyli szczęśliwa 

Pierwsze kolonie na północnych wybrzeżach Morza Czarnego pojawiły się na początku VI wieku p.n.e. Jedną z tych kolonii była Olbia założona około 550 r.p.n.e. przez osadników z Miletu. Na początku koloniści zatrzymali się na wyspie Bierezań by po kilkudziesięciu latach przenieść się na zdecydowanie lepsze miejsce leżące u ujścia Bohu zwanego przez starożytnych Hypanis. W V wieku p.n.e. miasto odwiedził „ojciec historii” grecki pisarz i podróżnik Herodot, który pozostawił opis ówczesnej Scytii. W IV wieku p.n.e Olbia z kolonii stała się niezależnym i największym miastem nad Morzem Czarnym. Kiedy przeżywała swój rozkwit mieszkało tam około 40 tyś.ludzi. Kolonia zasłynęła jako pośrednik w handlu ze Scytami i tu tkwiło jej główne źródło bogactwa. Samo polis to siatka prostopadłych ulic wyznaczonych na dwóch terasach: miasto dolne wzdłuż biegu rzeki i miasto górne z dzielnicą handlową oraz budynkami publicznymi wśród których wyróżniała się agora, akropolis i teatr.

Ляпис Трубецкой - Африка 
To tak w nawiązaniu do afrykańskich upałów w  Wawie...

 To pozostałości górnego miasta,miasto dolne znajduje się dziś w większości pod wodą

      To chyba jeden z greckich nagrobków

Słońce przyjemnie dokazywało i choć woda była żeśka zacząłem <<Misję Arche>>, czyli wyszukiwanie w płytkiej wodzie różnorakiej wielkości skorup greckich amfor.Fajnie jest wiedzieć,że ponad dwa i pół tysiąca lat temu służyły czemuś tamtejszym mieszkańcom
A to już centrum wioseczki Парутине i nieodłączni wyzwoliciele



cdn

niedziela, 9 czerwca 2019

MIKOŁAJÓW, UKRAINA; DZIEŃ TRZECI


RÓŻNE PODRÓŻE MAŁE I DUŻE, part IV
 24.04.2019 Środa
W dniu dzisiejszym moim zamiarem jest osiągnąć ostateczny cel tego wypadu. Zobaczyć Morze Czarne i miejsce, gdzie krążą jeszcze duchy zamieszkujących tam Greków. Pomimo tego, że to raptem 40 km od centrum Mikołajowa to dotarcie tam nie jest wcale taką prostą sprawą. Dojeżdża tam raptem trzy czy cztery marszrutki na dzień a droga to w dużej mierze tor przeszkód a nie coś co ma łączyć te dwie miejscowości. Oczywiście pierwszy busik do Parutine (bo tam chcę dziś dojechać) ucieka mi tuż sprzed nosa, pozostaje kupić bilet na następny i poszwędać się jeszcze po Mikołajowie. 
         Choć Mikołajów to prawie pół mln mieszkańców ma prosty schemat jeśli chodzi o komunikację zbiorową

Ten pomnik to jakby serce miasta, powstał na 200 lecie powstania Николаева i dedykowany jest budowniczym okrętów i ich dowódcom.



To tu spotyka się młodzież a jako że to serce miasta to musi być i Mac


No to słów kilka o samym mieście.
Mikołajów (Миколаїв, ros.Николаев) – miasto na pd. Ukrainie, ponad 480 tys. mieszkańców. Ważny port morski i rzeczny i ośrodek przemysłu stoczniowego położony niedaleko ujścia Bohu Pd. do M. Czarnego. Tu też Inguł wpada do Bohu. Założony przez Rosjan w 1789 r. jako twierdza. Od XIX w. główna baza floty rosyjskiej a potem radzieckiej na Morzu Czarnym. Николаев był najważniejszym ośrodkiem budowy nawodnych okrętów wojennych w ZSRR. Miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowanie, jeśli chodzi o zabytki (choć ma też asa w rękawie na który natknąłem się zupełnie przypadkiem, łażąc po nadrzecznych bulwarach – chodzi mianowicie o starożytne grodzisko „Dziki Sad”), ale za to niemal na całej długości ma dostęp do rzeki i możemy podglądać tą całą infrastrukturę portowego miasta jak również zobaczyć te wszystkie Pałace Admiralicji, Budynki Oficerów Floty itd, itp! Do zobaczenia także : Kościół św. Józefa (rzymskokatolicki); sobór katedralny Matki Bożej; kościół luterański czy Synagoga chasydów z Chabad-Lubawicz przy ul K.Liebknechta 15… Można wdepnąć do Muzeum Sztuki albo do Muzeum Floty i Budowy Statków jak kto i co lubi. Naprawdę jest tu co robić.



                 Muszą się też znaleźć bohaterscy gieroje...

                ...i oswobodziciele

       W opozycji do bolszewików na górze kościół katolicki

      Tajemnicze grodzisko na wysokiej skarpie nad Bohem

Na razie jeszcze niewiele wiem o tym miejscu

A tak to mogło wyglądać wieki temu

A to mój punkt odniesienia co by do hostelu zawsze trafić - Wieża Szuchowa z 1907 roku

Na wielu budynkach obok nowych są jeszcze sowieckie nazwy ulic


Joanna Lacher - Czornomorec (Чорноморець)
Ciekawe, że na na ten niesamowity głos natknąłem się na jutubie wieczorem, świeżo po tym jak wróciłem z Olbii, znad Czarnego Morza...
                                 

                                  




 
 

czwartek, 30 maja 2019

CHERSOŃ, UKRAINA


RÓŻNE PODRÓŻE MAŁE I DUŻE, part III

23.04.2019 Wtorek

Dziś droga wycieczki zapędzi mnie najdalej na południowy wschód, póki co. Dalej to już Krym Putina… Tak więc moi drodzy, lądujemy w Chersonie.

 Парк-авеню - dziś klasyka, pierogi z mięsem i barszcz

Wejście do parku na terenie byłej twierdzy

Po trudach podróży z dworca, trolejbusem dojechałem do centrum i po minięciu ichniejszej politechniki wlazłem przez zupełny przypadek na uroczą knajpeczkę. Nazywa się Park Avenue i mieści się centralnie w parku w otoczeniu zieleni. W takich okolicznościach przyrody obiadek smakował wyśmienicie. Przy stoliku obok toczyła się ożywiona dyskusja tubylców o tym, że oto mają nowego prezydenta i ki czort z tego wyniknie. No właśnie, jak się okazało w niedzielnych wyborach Ukraińcy wybrali Wołodymyra Zełenskiego i to on ma stąnąć na czele Ukrainy... Aura sprzyja, brzuszek pełny to i ochota na łażenie dopisuje. Ruszam na penetrację Chersonia.

CHERSOŃ (Херсон) - twierdza w ujściu Dniepru została założona przez Potiomkina w 1778 r. Jej części, które wciąż stoją - bastion, budynek arsenału, dwie bramy łukowe zbudowane jeszcze pod koniec XVIII w. Ochakiw (zachodnia brama) i Moskwa (północna) z sąsiednimi bastionami - zdecydowanie warte są zobaczenia. Najciekawszą zachowaną częścią twierdzy jest katedra św. Katarzyny przy arsenale. Zbudowano ją w XVIII w. w stylu wczesnego klasycyzmu z motywami średniowiecznej architektury bałkańskiej. Tam leży ciało założyciela miasta. W Chersoniu warto zwiedzić grecką cerkiew świętej Zofii. Jest to najstarsza zachowana świątynia w mieście. Zbudowali ją Grecy, którzy osiedlili się w mieście w XVIII w. Wewnątrz widać zachowane malowidła ścienne, piękny rzeźbiony ikonostas i drewniane rzeźby. O wielokulturowości miasta świadczy też gmach dawnej synagogi; Muzeum Krajoznawcze, Muzeum Sztuki… Dziś Chersoń to ponad 300 tyś. miasto na Ukrainie Pd., port rzeczny i morski. Z racji wielu uczelni wyższych i liczby mieszkańców można go porównać do naszego swojskiego Lublina. http://www.city.kherson.ua/
                                          Brama moskiewska

 Tak chersońska twierdza wyglądała w czasach założenia

 Sobór katedralny św. Katarzyny (zgadnijcie, skąd ta Katarzyna)

 Wnętrze soboru
                  Arsenał

        Park Chwały - a na samym dole, jak gdyby nigdy nic, płynie sobie Dniepr

        Monument "Wieczny Ogień", ale ognia to ja tam nie widziałem...

 Dniepr w Chersoniu

        Nabrzeże i portowe klimaty

        Pomnik upamiętniający miejsce zwodowania pierwszego statku w tutejszej stoczni, ale co tam na dole robią ludzie radzieccy i co ma piernik do wiatraka, to zaprawdę nie wiem

 Kamienica na pierwszym planie to typowa zabudowa dla Chersonia, Odessy czy Mikołajowa

               Duma sowieckiego Chersonia - hotel Fregata

Skoro już jestem tak blisko, fajnie byłoby się bujnąć na kilka dni na Krym. Ale cóż, spóźniłem się o całe 6 lat (nie uda się, chociażby powtórzyć znakomitego pomysłu Buby i Toperza, co by ze Lwowa elektriczkami dojechać na Krym [patrz: jabolowaballada]. Dziś kilkadziesiąt km. na pd-wsch od Chersonia przebiega nieformalna granica między Ukrainą a ruskim Krymem. To strefa wojny a granica jest nie do sforsowania i bronią jej kilkunastometrowe przeciwczołgowe zasieki. Nu wot, mnie pora w Mikołajow... Ale, ale jak już jesteśmy, przynajmniej mentalnie na Krymie to trochę historii, tej z XX stulecia. W roku 1954, w 300 rocznicę ugody w Perejesławiu, kiedy to Chmielnicki poddał Ukrainę władzy carów Rosji inny Ukrainiec, I sekretarz KPZR Nikita Chruszczow podarował Krym sowieckiej Ukrainie. Miał to być symbol nierozerwalnej więzi Krymu i Ukrainy z Rosją. Tylko, że Ukraina w roku 1991 stała się formalnie niezależnym państwem i sprawy się skomplikowały ...

                                           *       *       *       *         

Przeczytałem niedawno ciekawy artykuł o tym skąd na nieboskłonie ruskiego rocka zajaśniała gwiazda Witji Coja: Ц (C) jak Coj, Wiktor Coj
stąd ten passus o kukułce na końcu. A jako, że w bezprzepastnych otchłaniach jutuba wciąż można odnaleźć perełki to zapodaję link łączący Coja z Siergiejem Bodrowem Mł. (dlatychcosięznają). A poza tym "Kukułka" to piękny utwór jest ...

Виктор Цой - Кукушка. Памяти Сергея Бодрова мл. 

 Официальный саундтрек "Битва за Севастополь"
Skoro już jesteśmy przy tym tytule, nie można tu pominąć kolejnej kukułki - chodzi o rewelacyjny film Aleksandra Rogożkina -"Кукушка" z 2002 roku. Jakoś tak bardzo przypadł mi do gustu, dlatego ja nic od siebie tu nie napiszę, co by nie nawijać jakie to cudo, ale zarzucę tekst jakiejś młodej osóbki co to zobaczyła:
Mając na uwadze, że już za niecałe 2 miesiące będę zmuszona rozpocząć naukę rosyjskiego (moja uczelnia nie oferuje języka norweskiego, wrrr) postanowiłam obejrzeć kilka filmów wyprodukowanych przez mą przyszłą miłość. Moje długotrwałe poszukiwania (żeby obejrzeć jakiś film, muszę poczuć „chwilową wenę” na niego) zakończyły się sukcesem i trafiłam na tytuł, dość przedziwny czyli „Kukułka”. Trafiłam na niego na forum dotyczącym najlepszych filmów rosyjskich, oceny były zgodne- film wyśmienity. Zachęcona takimi opiniami włączyłam i powiem szczerze, to naprawdę „kawał dobrego kina”.

Na film składa się bardzo prosta historia. Dwaj żołnierze, skazańcy po udanej ucieczce, lądują w gospodarstwie pewnej Laponki. Co ciekawe, mężczyźni stoją po dwóch liniach frontu. Jeden walczy dla Związku Radzieckiego, drugi jest finem walczącym po stronie koalicji Berlin- Rzym-Tokio. Panowie raczej się nie dogadują, w dodatku do różnic ideologicznych dołącza „rywalizacja” o Laponkę, która nie oszukujmy się, nie należy do najbardziej pobożnych (w rozumieniu kultury stricte katolickiej).

Uwielbiam takie filmy, spokojne, ciche, metaforyczne, surowe. Motywem przewodnim dzieła Aleksandra Rogożkina jest wojna, ale nie jest to jej typowy obraz.

Wojna jest tematem, który choć raz pojawia się w twórczości prawie każdego reżysera. Jest on dla nich wyzwaniem, możliwe że próbą rozliczenia z ich osobistym lub rodzinnym bagażem. Ludzie walczą od tysięcy lat, czasami wydaje mi się że to ulubione zajęcie „prawdziwych” mężczyzn. Gdy tylko poczują się zagrożeni lgną na front jak muchy do lepa (bez obrazy). Większość filmów ukazując bezsens wojny, cierpienie, śmierć i całkowity, niezrozumiały, brak porozumienia między obozami, sięga raczej do pokazywania walki. Te filmy lubują się w krwi, w odciętych kończynach z bolejącym wyrazem twarzy.

Kukułka jest inna. Film stara się wyjaśnić skąd biorą się różnice, pokazuje jak bardzo propaganda wojenna działa na żołnierski sposób postrzegania świata i innych ludzi, szczególnie wrogów. Symbolem braku porozumienia jest para głównych bohaterów. Jeden mówi po rosyjsku, drugi po fińsku. Mimo to rozmawiają nie rozumiejąc swoich słów, dotykając innych tematów i problemów. Rosjanin jest delikatnie mówiąc uprzedzony, wręcz wrogo nastawiony do „faszysty”. Problemem staje się dla niego zaakceptowanie iż ten fiński żołnierz jest takim samym człowiekiem jak on. Tutaj twórcy pokazują nam chyba największą wadę wojny. Wmówienie żołnierzowi ,że żołnierz z przeciwnego okopu nie jest prawowitym, godnym życia człowiekiem.

Inną wersję wojny nosi w sobie Fin. Młody chłopak, który został siłą wyciągnięty na front, zabrany z uniwersytetu na którym się uczył. To idealista, człowiek który wierzy w naukę i zdrowy rozsądek. Dowiadując się o kapitulacji Finlandii mówi „nareszcie wygrał rozum”. Jego zdaniem wojna nigdy nie miała sensu a walczy się tylko po to by nie zginąć.

Film udowadnia również, że te dwa narody dużo łączy,ich młodzież czyta te same książki i że pochodzą z jednego kręgu kulturowego. Kilkukrotnie wymienia się tu Dostojewskiego, Tołstoja- klasykę europejskiej literatury. Skoro nasza wiedza pochodzi z tych samych źródeł, dlaczego ze sobą wciąż walczymy?

W czasie seansu nie nudziłam się nawet przez chwile. To wciągająca opowieść o szukaniu porozumienia przez ludzi, którzy nie mieli prawa się zaprzyjaźniać.